#5DLANAUCZYCIELA – Marek Pędziwiatr

439 Views0 Comments

#5DLANAUCZYCIELA – Marek Pędziwiatr

W dzisiejszej odsłonie cyklu „5 Dla Nauczyciela” gościmy Marka Pędziwiatra – twórcy zespołów Night Marks, E.A.B.S., Błoto, klawiszowca legendarnego międzynarodowego projektu Urbanator.

Co odpowiedział na nasze 5 pytań?

1.Jak wyglądały Twoje początki z muzyką i z jej tworzeniem?

Moje świadome myślenie o muzyce pojawiło się, gdy miałem sześć lat. Mój kuzyn miał wówczas kablówkę i mnie zawołał: „Marek, zobacz co nagrałem wideo: pokażę Ci prawdziwy rap”. Odpalił mi wówczas „Lick A Shot” Cypress Hill z albumu „Black Sunday”. Pamiętam emocje, które mi towarzyszyły: chłonąłem to w całości jako muzykę. Co ciekawe, tworzenie muzyki również miało związek z Cypress Hill. Kiedy byłem w szkole podstawowej, rodzice zapisali mnie do szkoły muzycznej na fortepian klasyczny. I już wtedy, jako średnio rokujący pianista klasyczny cały czas próbowałem odbiegać od tego kanonu. Ćwiczenie odtwórcze było dla mnie męką, więc siadałem przy pianinie i tworzyłem własne melodie. Miałem bardzo dobrą nauczycielkę pianina, która spisywała gdzieś te moje pomysły. Nie mam ich dzisiaj, ale dało to wówczas nadzieję na moje tendencje twórcze. Ale zawsze obok fortepianu gdzieś obok był Cypress Hill, który ogromnie mnie inspirował. Cała muzyka, cała aura. W 1996 roku kuzyn podarował mi na komunię dwie kasety Cypress Hill, „Black Sunday” i „Temples of Boom” i wałkowałem to w kółko. Nawet z nikim się tym nie dzieliłem, że słucham takiej muzyki. To było dla mnie bardzo osobiste przeżycie.

W końcu wpadłem na pomysł, że sam chciałbym robić coś takiego. Miałem tzw. „jamnika”, wieżę z dwoma deckami. Zgrywałem fragmenty instrumentali, które pojawiały się na końcach utworów, loopując z taśmy na taśmę. Te loopy były w miarę równe i cały czas się skillowałem w tym temacie, po czym robiłem już mikstejpy z instrumetali. I próbowałem do tego rapować po polsku i angielsku. Miałem wtedy z 8-9 lat. Potem pojawił się pierwszy program, GoldWave. Był bardzo prosty, nie było możliwości operowania na multitracku, można było za to pitchować ścieżki, na których się pracowało. W 1999 mój o cztery lata starszy brat przywiózł z Kanady dwa poważne programy: Cool Edit Pro i Fruity Loops. To wtedy zajawiłem się na poważnie tworzeniem muzyki na komputerze. I co ciekawe, to był mój zestaw do około roku 2015. Dopiero 5 lat temu przestałem tworzyć na tych programach. Zazwyczaj tworzyłem perkusję na FL, później transportowałem to do Cool Edita i tam pracowałem nad resztą utworu. Zaznaczam, że jako truskulowiec stosowałem tylko i wyłącznie sample z winyli, tworzyłem swoje biblioteki bębnów. Nigdy nie ściągałem gotowców. A później, gdy wróciłem do gry na instrumencie, to dogrywałem też swoje partie.

2. Jak wyglądał Twój pierwszy, profesjonalny występ live?

Taki pierwszy na poważnie, to był 2006 rok. Stworzyłem wtedy swój pierwszy zespół jazzowy, nie wiem czy to się nada do publikacji… Nazywał się „Sutek Erectus” (śmiech). I z taką kontrowersyjną nazwą wykonywaliśmy pierwsze moje kompozycje. Te pierwsze koncerty były bardzo ważnymi momentami, które gdzieś tam popchnęły moją twórczość dalej i nadały jej sens.

3. Jak zmieniał się Twój gust muzyczny na przestrzeni lat?

To będzie ciekawe, bo bardzo długo byłem ortodoksem hiphopowym. Byłem bardzo mocno związany z całą kulturą hip hop, starałem się próbować działać w różnych jej elementach: tańczyłem, próbowałem malować. Z ortodoksa hiphopowego przeobraziłem się w jazzmana, ale z mindsetem hiphopowym. Dużą rolę odegrał tu też sampling, dzięki któremu naturalnie przeszedłem do jazzu. Przykładowo samplowałem kontrabas Zbigniewa Wegehaupta z płyty „Blublula” Stanisława Sojki czy podziwiałem grę Wojciecha Karolaka na tej samej płycie. W ten sposób zakochałem się w jazzie. Od tamtej pory jakoś to ze sobą współgrało. Wzbudziło to też we mnie ogromny głód robienia muzyki czysto akustycznej. Chciałem, żeby moja muzyka też była akustyczna, jak w klasycznym jazzie. Miałem trochę bekę z lat 80, z syntetycznych brzmień. Ale wszystko się zmieniło, kiedy przyjechałem do Wrocławia. To tu mieszkam do dziś i tutaj poznałem ludzi, którymi pracuję do dzisiaj. I to oni (szczególnie Spisek Jednego) otworzyli mi głowę na inne brzmienia. To wszystko działo się przy okazji jamów w nieistniejacym już Lulu Belle Cafe, gdzie wykrystalizowało się Night Marks Electric Trio. Zarówno Spisek, jak i Adam Kabaciński uwrażliwili mnie na elektryczny aspekt w muzyce. Pokazali mi że może być to piękne i jest w tym jakaś nieskończoność. Nie stawialiśmy sobie żadnych ograniczeń w zespole.

Jednak jeszcze bardziej otworzyłem swój umysł, gdy dostałem się na Red Bull Music Academy we Wrocławiu. Przez cztery dni tworzyło muzykę kilku producentów z całej Polski, od producentów techno po hiphop. To tam jeszcze bardziej otworzyłem się na elektronikę. Mogłem chodzić od studia do studia coś dogrywać, jakieś partie w utworach ludzi, którzy produkowali techno. I widziałem, jak oni reagują na tą muzykę podczas procesu twórczego. To było niesamowite, że oni czują to tak samo, jak ja czuję hiphop. To była dokładnie ta sama zajawka, tylko inna aura. Jednocześnie jesteśmy w tym wszyscy, dokładnie tak samo. Tak stałem się otwarty właściwie na wszystko, co jest prawdziwe, co jest dobre.

4. Od jakiego sprzętu zaczynałeś, a jak dzisiaj wygląda Twój setup do produkcji muzycznej?

Zaczynałem tak jak wspomniałem, od magnetofonu z dwoma deckami. Potem był komputer, dwa programy: Cool Edit i Fruity Loops, gramofon i sterta płyt winylowych. Następnie doszedł do tego kontrabas, który moja mama wykopała ze strychu szkoły, w której pracowała. Potem dokupiłem do tego jeszcze piano Yamaha P140, taki elektryczny fortepian. Bardzo długi miałem taki zestaw. Dzisiaj to wygląda tak, że mam mnóstwo analogowych klawiszy i to głównie wchodzi w moje produkcje. Moją perełką jest Roland SH1000 rocznik 72, który jest pierwszym syntezatorem Rolanda. Wymaga jeszcze wielu poprawek, bo czasem się wymyka spod kontroli. Ale jest moim takim najbardziej zbliżonym synthem do takiej naturalności. Ten instrument jest jak głos, po prostu śpiewa. Co jeszcze… Roland Juno 106, Korg MS20, Moog Voyager, a także najbardziej mobilny i uniwersalny, czyli oczywiście Nord Stage 76II, którego używam często w takich sytuacjach, że jeśli trzeba gdzieś coś szybko zagrać. Natomiast jak jest więcej czasu i możliwości na to, żeby się skupić na mocy i brzmieniu danego utworu czy stworzeniu setupu na repertuar jakiegoś zespołu czy danego albumu, wówczas mieszam te różne instrumenty. Tworzę własne zestawy, choć fajnie czasem się ograniczyć do jednego czy dwóch synthów. Tworzy się wtedy takie kreatywne ograniczenie. Mam też akustyczne pianino, co polecam każdemu. Nordiska Bambino, pomniejszone pianino, ma 71 klawiszy. Mam też Fender Rhodes Mark II bardzo popularny instrument, ale można go przetwarzać na wszelkie sposoby i żadna wtyczka nie zabrzmi tak, jak naturalny Fender Rhodes. Ostatnio moim ulubieńcem jest za to Dr Bohm, to jest klawisz, organy, które kupiłem od kuzyna Andrzeja Smolika. Jest delikatne przetworzenie tych organ. Standardowo są tylko z głośnikiem i nie mają wyjścia OUT, a ja mam z wyjściem OUT i nie trzeba do niego mikrofonu, tylko można podłączyć liniowo. Mam dużo synthów, nie wiem ile… Z 25 może? Część z nich stoi w domu, część na salce prób.

5. Twoje ulubione wspomnienie związane z procesem twórczym.

Sześć lat temu byłem na koncercie zespołu Wildcookie, w którym śpiewał Anthony Mills. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że coś z tym gościem zrobię. I jakieś dwa lata temu okazało się, że wylądował i mnie w domu i robimy razem muzę. On ma zawsze szalone pomysły. Wymyślił sobie, że zrobimy we dwójkę płytę country przy użyciu tylko i wyłącznie pianina, cajona i jego wokalu. I w ten sposób nagraliśmy cały album. Nie nagrywaliśmy wszystkiego na setkę, tylko pracowaliśmy produkcyjnie: wykorzystaliśmy trzaski z tych instrumentów czy samplowaliśmy je bez użycia żadnych innych źródeł. Było to jedno z najbardziej inspirujących zjawisk w moim życiu. Najciekawsze i najbardziej twórcze sytuacje są wtedy, kiedy robimy sobie takie kreatywne ograniczenia.

 

Leave your thought